No dobra, dobra, ale zejdźmy na ziemię - przecież wcale nie mieszkam w raju i nie zawsze jest tak pięknie i różowo ;) Jak wygląda moje codzienne życie? Czy nie tęsknię? Czy nie żałuję, że tu przyjechałam?
Wbrew pozorom na te trzy pytania mogę odpowiedzieć jednym i tym samym stwierdzeniem: jak na razie mam tyle zajęć, że nie mam czasu na tęsknotę i myślenie o tym, co się dzieje po drugiej stornie oceanu. Oczywiście, że zdarzają się momenty, kiedy zrobi się trochę nostalgicznie. Szczególnie wieczorami, o zmierzchu, kiedy jestem po całym dniu pracy i mam ochotę odpocząć i pogadać z kimś zupełnie normalnie bez wysiłku, tęskno mi do moich przyjaciół. Jasne, że mogę wyjść gdzieś z innymi au pair, ale prawda jest taka, że czasami jest już za późno, czasami jestem za bardzo zmęczona, a przede wszystkim - powiedzmy sobie szczerze - to dopiero początek mojego pobytu tutaj i nie znamy się jeszcze wszystkie zbyt dobrze. Siłą rzeczy takie spotkania nie są tak swobodne i naturalne, jak rozmowy z przyjaciółmi z którymi znamy się jak łyse konie.
Moje dni podporządkowane są pracy. Tak, tak, trzeba wyraźnie zaznaczyć, że bycie au pair to praca na pełen etat i lepiej mieć to na uwadze zanim postanowi się wyjechać. Ja pracuję sporo bo między 40-45h, czyli właściwie maksimum tego, ile mogę pracować. Wiem, że są szczęściary, które pracują po 20 godzin tygodniowo, ale raczej nie należą do większości. Dużym plusem mojego grafiku są za to wolne weekendy, co mnie niezmiernie cieszy :) Próbuję wycisnąć z nich, ile tylko się da. Dodatkowo mogę używać samochodu również po godzinach pracy co mocno ułatwia mi życie, więc narzekać nie mogę.
Moja host rodzina jak na razie zdecydowanie mi odpowiada i dobrze się dogadujemy, ale myślę, że dzieciakom i pewnym charakterystycznym cechom amerykańskiego stylu wychowywania dzieci poświęcę osobnego posta, bo w przeciwnym razie ten byłby bardzo długi.
Zdjęcia pochodzą z jednego z moich samotnych wieczornych spacerów. A właściwie powinnam napisać, że ten był prawie samotny, bo towarzystwa w oczekiwaniu na nadejście nocy dotrzymał mi nie kto inny jak kojot ;) Kolory są zachowane naturalne. Nie przerabiałam zdjęć, natura sama zadbała o piękne światło zachodzącego słońca.
Kurcze, szalenie zazdroszczę Ci Kalifornii i tego, że jesteś już w Stanach :)
OdpowiedzUsuńWidzę, że Ty jesteś teraz na etapie rozmów z rodzinami, więc mam nadzieję, że szybko znajdziesz tę właściwą, z którą przeżyjesz naprawdę niezapomniany rok :) U mnie poszło bardzo szybko, bo rodzina u której jestem, była pierwszą, z którą rozmawiałam. I szczerze mówiąc, nie chciało mi się wierzyć, że będzie ostatnią, ale tak dobrze rozmawiało mi się z host mum na skypie i szybko złapałam kontakt z dzieciakami, że wiedziałam, że to jest to. Także powodzenia! :)
Usuń