środa, 16 lipca 2014

Sometimes it's good to get lost


W zeszłym tygodniu podczas jednej z moich przedpołudniowych przerw w pracy, wiedząc że mam dostatecznie dużo czasu przed odebraniem młodego z jego zajęć, postanowiłam się wybrać do parku (rezerwatu przyrody) nad zatokę. Park znajduje się stosunkowo blisko ode mnie, więc bo przyjrzeniu się drodze na gpsie, ruszyłam przed siebie. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że okazało się, że od strony od której przyjechałam nie było wjazdu. Zaczęłam jeździć wszystkimi pomniejszymi uliczkami, usiłując znaleźć jakiś wjazd lub chociaż parking, ale prawie wszędzie widniały tabliczki zakazujące wjazdu. W końcu już sama nie miałam pojęcia gdzie jestem. Wtedy właśnie dostrzegłam, że mimo że nie jestem tam gdzie zaplanowałam, to znajduję się w naprawdę pięknej okolicy, więc warto byłoby skorzystać z okazji i przespacerować się tutaj. Szybko zauważyłam wzniesienie, na które chcę się wspiąć, ale jako że nie mogłam znaleźć żadnego parkingu w pobliżu, postanowiłam zaparkować po prostu przy drodze, nie mając zielonego pojęcia, czy mam prawo to zrobić. Stwierdziłam że jestem na swego rodzaju odludziu i raczej żaden patrol policyjny się tu chyba akurat teraz nie zapuści.

Wspinałam się na ten pagórek i nie mogłam się doczekać widoków z jego szczytu.




I pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam ze szczytu był... radiowóz policyjny (taki malutki na zdjęciu). Tuż za zakrętem, gdzie zaparkowałam samochód. Po prostu świetnie! Czy ja zawsze muszę mieć takie szczęście? Zaraz pewnie dostanę mandat i tyle będzie z mojej wycieczki. Rozważałam szybkie zejście na dół, ale szkoda mi było opuszczać tę okolicę bez uwiecznienia jej na zdjęciach, więc powiedziałam sobie w duchu 'raz kozie śmierć' i zostałam. Chwilę później zerknęłam jeszcze raz w stronę, gdzie wcześniej stał radiowóz i przetarłam oczy ze zdumienia - teraz stało tam już sześć radiowozów! Zaintrygowana zaczęłam obserwować, co tam się dzieje. Okazało się, że jest to plac na którym policjanci ćwiczą pościgi. Chwilę później siedziałam sobie wygodnie na zboczu i obserwowałam sceny rodem z filmów sensacyjnych i goniące się z piskiem opon radiowozy ;)


Policjanci dostarczyli mi trochę rozrywki, a potem mogłam już poświęcić swoją uwagę w całości niezwykłym widokom rozpościerającym się na wszystkie strony świata.

    
W oddali widać było zarys gór.










Chyba muszę się gubić częściej. Najlepsze rzeczy zawsze przytrafiają mi się zupełnie niezaplanowane - najpiękniejsze miejsca same pokazują do siebie drogę, najciekawsi ludzie zaczepiają na ulicy. Najbardziej niesamowite przygody zawsze przychodzą niezaplanowane. Niech żyje spontaniczność ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz