czwartek, 10 lipca 2014

Independence Day in San Francisco

W tym roku czwarty lipca wypadał w piątek, więc w związku z tym, że wszystkie weekendy mam wolne, miałam trzy dni wolnego już na samym początku mojego pobytu tutaj. Postanowiłam więc od razu spełnić jedno z moich marzeń i odwiedzić San Francisco! :) Sprawę ułatwiał fakt, że w San Francisco mieszkają moi znajomi, z którymi pracowałam w poprzednie wakacje, kiedy byłam w Stanach z programem Campamerica.  Spędziłam więc z nimi cudowny weekend, a zdjęć mam tak dużo, że muszę rozłożyć je na parę postów.


Żeby dostać się do San Francisco, musiałam wsiąść w Caltrain. Podróż zajęła mi godzinę, czyli nie było tak źle. Mocno zaskoczył mnie tłum w pociągu - jakoś wcześniej nie pomyślałam, że wiele osób musiało wpaść na pomysł świętowania 4. lipca w SF. Na jednej ze stacji dołączyła do mnie znajoma z training school i we dwie ruszyłyśmy na podbój miasta. To jedyne w miarę sensowne zdjęcie, które udało mi się zrobić z pociągu. Widać, że już zbliżamy się do SF, bo nad górami widać już mgłę, która zalega nad częścią miasta w okresie letnim.


Ze stacji odebrała nas moja znajoma Amerykanka, której udało się nawet dostać wolne na ten dzień, żeby móc robić nam za przewodnika. Pam zabrała nas do downtown, czyli centrum miasta. Postanowiła pokazać nam panoramę miasta. Nie wiedziałyśmy jeszcze co nas czeka, dopiero przed wejściem do ekskluzywnego hotelu zatrzymałyśmy się skonsternowane i pytamy się, dlaczego my tak w ogóle idziemy i czy tak w ogóle można. Pam usmiechnęła się tylko i powiedziała, że mamy tam wkroczyć jak najbardziej pewne siebie, żeby myśleli, że tam mieszkamy :D Wjechałyśmy windą na samą, skąd rozciągał się taki właśnie widok.


W oddali można dojrzeć mgłę nad częścią miasta leżącą bliżej oceanu.



Następnie ruszyłyśmy na pieszą wycieczkę ulicami San Francisco. Bardzo często towarzyszył nam widok, jak na poniższym zdjęciu, gdyż SF położone jest na mocno pagórkowatym terenie. Nie tak trudno się zmęczyć przemierzając miasto na własnych nogach ;)


Kolejną dzielnicą, którą odwiedziłyśmy było - jak łatwo się domyślić, patrząc na zdjęcia - Chinatown.




Wskrabałyśmy się na kolejne wzniesienie, a stamtąd ruszyłyśmy w stronę zatoki.



Na początku pogoda była piękna, ale jako że naszym celem było dojście brzegiem do Golden Gate Bridge, z każdym kolejnym krokiem robiło się chłodniej, aż w końcu dotarłyśmy do części miasta, którą spowiła mgła.


Niższa temperatua i zachmurzone niebo niestraszne były tłumom świętującym Dzień Niepodległości.



A ta zamglona wysepka to nic innego jak słynne Alcatraz.




Niestety z każdym stawianym przez nas krokiem robiło się coraz zimniej. Szczerze mówiąc nie byłam przygotowana na aż takie zimno. Dodatkowo wiatr robił swoje. Z wielką niechęcią porzuciłyśmy więc plan dojścia na Golden Gate Bridge. Jeszcze będzie niejedna okazja, żeby tam dotrzeć, najlepiej przy bardziej sprzyjającej pogodzie. Podobno jesienią jest tu najpiękniej :)









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz