W czasie mojego weekendu w SF, udało mi się zaliczyć mój pierwszy pagórek w tym mieście. Miejsce gdzie moi znajomi mieszkali w czasie weekendu, a co za tym idzie - gdzie ja spędziłam dwie noce - znajdowało się w tuż przy Bernal Hill, więc pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy po przyjeździe, było wdrapanie się na górę. Z dystansu pagórek prezentował się właśnie tak. Trzeba przyznać, że był to bardzo wygodny punkt punkt odniesienia, bo kiedy sama musiałam wracać do domu, łatwo było odnaleźć mi drogę. Wystarczyło iść w stronę charakterystycznego pagórka.
Na spacer wybrałyśmy się w czwórkę - ja, moja znajoma z training school, nasz tour guide i staruszka Cinco (to ta najmniejsza co grzecznie idzie przy nodze ;)
Na zdjęciach poniżej dobrze widać mgłę, która unosi się nad częścią miasta. Mgła jest wynikiem spotkania się gorących mas powietrza napływających z głębi kontynentu i zimnego powietrza znad oceanu. San Francisco leży w miejscu, gdzie występują zimne prądy morskie, stąd to zimne powietrze. Naturalną barierę, która sprawia, że mgła spowija tylko część miasta, stanowią liczne wzniesienia.
Jeśli spojrzeć w drugą stronę, niebo jest niemalże nieskazitelnie czyste. Dokładnie takie jakie z reguły można zobaczyć nad resztą Californii.
Panoramy miast jakoś z reguły robią na mnie wrażenie ;)
Nie mogłam sobie odmówić wrzucenia paru zdjęć backyardu moich znajomych. Miejsce to urzekło mnie ilością uroczych detali i swoją magiczną atmosferą. Usiedliśmy tam na chwilę, by wypić lampkę szampana z okazji 4. lipca, zanim wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta.
Koty są tak wdzięcznymi modelami :)
Śliczne te zdj :) z jaka agencja jechałaś??
OdpowiedzUsuńJechałam z Cultural Care. Jest to co prawda droga agencja, ale jak na razie na nic nie mogę narzekać ;)
Usuń