Niesamowite! Dzisiaj po raz pierwszy od kiedy jestem w Californii padało! Yyy.. chyba powinnam uściślić, co się kryje pod pojęciem "deszcz". Mówiąc "deszcz" mam na myśli, że dziś rano pokropiło przez pięć minut :D Ale jaką radochę miały dzieciaki, to głowa mała! Mimo że dla mnie to ciężko było nawet zakwalifikować jako prawdziwy deszcz, to dziewczynki pognały do szafy, w pośpiechu wyciągnęły swoje kurtki przeciwdeszczowe i pognały na zewnątrz pobiegać w deszczu :) Ale nie o tym chciałam dzisiaj pisać.
Piękna pogoda podczas mojego ostatniego pobytu w San Francisco nie była jedyną niespodzianką tego dnia. Już w pociągu do miasta zaskoczył nas niesamowity tłum - mnóstwo ludzi, wszyscy strasznie głośno. Większość, nie zważając na prawo, niczym się nie przejmując, spokojnie popijała sobie piwo. Spojrzałyśmy w dziewczynami na siebie - o co chodzi? co tu się dzieje? Po chwili bardziej wnikliwej obserwacji zauważyłam pewną cechę wspólną wielu osób wśród tego tłumu - wiele osób miało na sobie coś pomarańczowego. No tak, teraz wszystko stało się jasne. Trafiłyśmy do pociągu z fanami Gigantów z San Francisco, którzy właśnie jechali na ich mecz. Giants to odnosząca sukcesy drużyna baseballowa z San Francisco. Ja byłam zachwycona. Dodatkowa nieplanowana atrakcja! :D Swoją drogą sama muszę się kiedyś wybrać na jakiś mecz baseballu albo footballu amerykańskiego. Żadna ze mnie fanka. Ba! Nawet zasad nie znam, ale myślę, że byłoby to ciekawe doświadczenie. Na końcowej stacji cały tłum ludzi popłynął w kierunku stadionu, który jak się okazało jest tuż za rogiem. Ostatnim razem spacerując w tamtej okolicy, nawet nie zauważyłam, że ten wielki gmach to stadion ;)
Przed wejściem kłębiły się tłumy fanów. Cała okolica zrobiła się mocno pomarańczowa :)
Aż trudno mi było uwierzyć, jakie miałyśmy szczęście, że wsiadłyśmy konkretnie do tego pociągu o tej godzinie. Pokręciłyśmy się trochę wśród tłumu i co najmniej z dziesięć razy, ktoś próbował wcisnąć nam bilety. Przypuszczałam, że chyba muszą być całkiem drogie, zresztą miałyśmy inne plany na tę sobotę, więc odmawiałyśmy raz za razem. W końcu jednak ciekawość wygrała i zapytałam się jednego ze sprzedających, za ile ma bilety. Powiedział, że może mi sprzedać za 15 dolców. Spodziewałam się dużo wyższej ceny i prawie się skusiłam, ale dziewczyny odwiodły mnie od tego pomysłu ;)
Zdecydowanie muszę zadbać o to, żeby podczas mojego roku tutaj wybrać się na jakieś duże wydarzenie sportowe. Tyle do zrobienia, zobaczenia, spróbowania a czas leci jak szalony! Toż to już cały miesiąc w USA minął! Tak więc uciekam stąd, żeby nie tracić ani chwili ;)
Super zdjęcia! Ja też bym chciała właśnie wybrać się na np mecz baseball'u :) (dodałam sobie twój blog do linków żeby móc Ciebie śledzić) :D
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Mecz definitywnie jest ma mojej liście rzeczy do zrobienia. Boję się tylko, że nie wystarczy mi czasu na zrealizowanie wszystkich pomysłów ;)
Usuń