czwartek, 19 czerwca 2014

Wybierała się sójka za morze, czyli krótka opowieść o pakowaniu

W ostatnim tygodniu nastąpiło jakieś dziwne zakrzywienie czasoprzestrzni - dni nie wiadomo gdzie się podziały, a spraw do załatwienia ciągle przybywa. W poniedziałek nad ranem pakuję się w samolot za ocean, więc na zadbanie o ostatnie szczegóły, domknięcie niezakończonych spraw i pakowanie zostało niepokojąco mało czasu. No właśnie, skoro o pakowaniu mowa...

Od kilku dni walczę z moją walizką, żeby zmieścić się w limicie bagażu. Przechodziłam już etap pod tytułem "nigdzie nie jadę, bo się nie zapakuję", teraz jestem na etapie ogarniania pokoju, który sprawia wrażenie, jakby dopiero co został nawiedzony przez potężny huragan. Nigdy nie byłam fanką tego etapu podróży, czyli wszelkich przygotowań. Tak jak podróże kocham całą sobą, tak pakowania szczerze nieznoszę. Z reguł sprowadza się to do tego, że na ostatnią chwilę w piętnaście minut wrzucam najpotrzebniejsze rzeczy do plecaka tudzież walizki i jestem gotowa na podbój świata. Jednak kiedy wyjeżdża się na cały rok, sprawa przedstawia się nieco inaczej.

Do walizki oprócz moich rzeczy muszę rzecz jasna zmieścić również prezenty dla host rodziny. Z jednego jestem szczególnie dumna, więc postanowiłam pochwalić się pomysłem jak i ostateczną wersją prezentu.
Tak się składa, że jestem dumną posiadaczką niezwykle uzdolnionej siostry. Postanowiłam wykorzystać jej umiejętności i zadanie które miała do wykonania w ramach swoich studiów.

Owocem naszej wspólnej pracy (choć mój wkład jest tak naprawdę malusieńki) jest taka oto książeczka.



Jest to ilustrowana historia o Królu kruków, czyli jedna z legend o Poznaniu. A jako że pochodzę z Wielkopolski, myślę że jest to świetny akcent dotyczący moich rodzinnych stron.



Zarówno okładka, wszsytkie ilustracje jak i układ graficzny są autorstwa mojej siostry. Mój wkład ograniczył się do przetłumaczenia tekstu na język angielski.

A tak prezentuje się w środku :)




















Jeśli, komuś mocno by się spodobało i miałby ochotę podarować komuś podobny prezent, to moja siostra chętna jest do ilustrowania wszelkich innych historii. Ja mogę ją z czystym sumieniem polecić, a tu można ją znaleźć http://plecione-androny.blogspot.com

Mam nadzieję, że dzieciakom spodoba się prezent :) w końcu trochę czasu i wysiłku trzeba było włożyć w jego wykonanie. Reszta prezentów jest raczej tradycyjna, takie tam au pairowskie klasyki - album dla hostów, słodycze i tym podobne.

No dobrze, czas wracać do walki z wiatrakami.. yyy pakowaniem ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz