Ale przecież dziś pora na drugą porcję zdjęć z weekendu w Santa Cruz. Jako że spędziłyśmy tam calutki dzień, to samo pływanie w oceanie i leżenie plackiem na słońcu nie byłoby wystarczającą atrakcją. Żeby urozmaicić sobie czas, wybrałyśmy się na spacer na molo zobaczyć foki. Ja podjęłam bardzo nieprzemyślaną decyzję i na spacer wybrałam się na boso. 'Co to dla mnie' - myślałam i się na tym myśleniu sparzyłam... Dosłownie sparzyłam! Moje stopy ledwo ten spacer przeżył i już sama nie jestem pewna, czy gorszy był gorący piasek czy beton. Ale co sobie na foki popatrzyłam to moje ;)
Focze bestie :)
i trochę plaży.
Szczerze mówiąc, to nie jestem pewna, dlaczego właśnie to miejsce jest tak znane i powszechne. Mnie znacznie bardziej urzekła plaża, na której byłam innym razem. Hmm.. w zasadzie to chyba w powszednim zdaniu zawarłam odpowiedź na moje pytanie. Najzwyczajniej w świecie nie jestem fanką wielkich kurortów i skupisk ludzi. Z reguły im bardziej dziko, tym bardziej mi się podoba ;)
Szczerze mówiąc, to nie jestem pewna, dlaczego właśnie to miejsce jest tak znane i powszechne. Mnie znacznie bardziej urzekła plaża, na której byłam innym razem. Hmm.. w zasadzie to chyba w powszednim zdaniu zawarłam odpowiedź na moje pytanie. Najzwyczajniej w świecie nie jestem fanką wielkich kurortów i skupisk ludzi. Z reguły im bardziej dziko, tym bardziej mi się podoba ;)
Niestety całodniowe wylegiwanie się na plaży przypłaciłam wyglądem świeżo ugotowanego homara w pięknym soczystym czerwonym kolorze lub - jak to się śmiała ze mnie moja znajoma - patriotycznym biało-czerwonym tyłkiem, bo w zasadzie to była to część ciała, która najmocniej oberwała. I ubiegając wszelkie pytania - nie, wcale nie opalałam się bez użycia kremu z filtrem. Jednak po tej przygodzie zapragnęłam kremu z filtrem tak wysokim jak się da i juz następnego dnia kupiłam krem z filtrem 100 spf :D
Dzięki wielkie, Californio, ale ja słońca zaznałam już wystarczająco dużo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz